Karol i Tadeusz Prus
Koskowice, Dolnośląskie
"Dwie przyczepy i żółtek C-355: ogień z rury przód do góry."

Kiedyś mój tato z moim dziadkiem świętej pamięci Piotrem pojechali kupić malucha Fiata 126P za kartki (bony). Gdy byli na miejscu mój tato zobaczył Ursusa C-355 w totalnej masakrze, był po prostu złomem. Dziadek do taty mówił przestań kupie ci tego malucha i już przecież mamy konie. A tato się uparł i mówi ,,przestań będziemy robić to poskładamy, przyda się'' no i dziadek nie miał wyjścia. Kupili, poskładali i kiedy ja się urodziłem w 2003 od razu mnie to zafascynowało. Siedziałem w nim bawiłem się i uśmiech na twarzy był. No i niedawno 3 lata temu w 2014 tato od kolegi wziął traktor na przechowanie bo nie miał miejsca na podwórku no i go wzięliśmy. Pewnego razu mając 10 lat, spytałem się taty czy mogę pojeździć 60-tką i wtedy poczułem od początku wielką miłość. Na początku jeździłem powoli 3, 2 po podwórku. Wcześniej też jeździłem ale u taty na kolanach w C-355. No i robiliśmy z tatą w polu na dwa: tato C-355 żółtym a ja zielonką C-360. No i tak do dzisiaj jeżdżę zielonką C-360 i żółtkiem C-355 takie daliśmy nazwy. Ursusy u mnie pracują we wszystkich warunkach od orki po siew. Dwie przyczepy i żółtek C-355: ogień z rury przód do góry, takie przysłowie mamy. Zielonka to samo bez zająknięcia. Remonty to szczególnie malowanie i drobne usterki. takie jak pęknięta pompa wody, którą ostatnio wymienialiśmy i pompa podnośnika: w niej tłok oleju, bo pompa nie trzymała. Wszystko jest razy dwa w zapasie, jak tato z zawiązanymi oczami by poskładał od początku tak dobrze zna U-R-S-U-S-A. Ursusy mają po 6000 motogodzin, więc są nie do zajechania szczerze polecam. Moje najciekawsze wspomnienie z Ursusem to, że bez niego nie miałbym ciekawego życia. Ponieważ gdybym go nie poznał pewnie bym siedział tak jak inni przed komputerem. Ursus nauczył mnie, że ciężka praca popłaca. Dziękuje za wysłuchanie mojej opowieści.

Teraz Ty podziel się swoją historią